Krótkie sesje ślubne: Jak uchwycić magię dnia w kilka minut?
- 14 kwi 2025
- 2 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 19 lut
Bądźmy ze sobą szczere: perspektywa opuszczenia najlepszej imprezy w Twoim życiu na dwie godziny tylko po to, żeby „ładnie wyglądać” na zdjęciach w jakichś krzakach, brzmi trochę jak kara, a nie frajda. Jasne, plenery poślubne w inny dzień mają swój urok, ale umówmy się – wtedy jesteście już „po”. Emocje opadły, suknia zaliczyła już spotkanie z parkietem, a makijaż jest dziełem przypadku, a nie profesjonalnej wizażystki.
Dlatego jako Twoja ślubna przyjaciółka, jestem wielką fanką szybkich sesji w dniu ślubu. To te 15 minut, które kradniecie tylko dla siebie, kiedy Wasza miłość dosłownie wibruje w powietrzu, a Wy patrzycie na siebie tak, jakby reszta świata przestała istnieć.
Dlaczego 15 minut to Twoje nowe magiczne liczby?
Większość z nas boi się, że bez „prawdziwej” sesji nie będzie mieć pamiątki. Błąd! Najpiękniejsze kadry powstają wtedy, gdy nie musicie udawać uczuć. Kiedy wychodzicie na chwilę przed salę, w to miękkie, zachodzące słońce, i w końcu możecie odetchnąć. Ty szepczesz mu do ucha, jak bardzo boisz się, że zaraz pęknie Ci gorset od śmiechu, on mocniej Cię przytula i nagle – pyk! – fotograf łapie moment, którego nie da się wyreżyserować tydzień później w studio. To jest ta autentyczna magia, której nie zastąpi żadna wymuszona poza.
Logistyka, która nie boli
Zamiast planować wielką wyprawę, rozejrzyj się wokół. Wasze miejsce weselne na pewno ma jakiś ukryty ogród, klimatyczny taras albo chociaż kawałek eleganckiego holu z ładnym światłem. Krótka sesja polega na wykorzystaniu tego, co macie pod ręką. Kluczem jest dogadanie się z fotografem na konkretne „okienka”. Najlepiej między daniem głównym a tortem, kiedy światło jest najbardziej łaskawe (tak, mówię o tej słynnej golden hour), a Wy macie już za sobą pierwszy taniec i poziom stresu spadł do zera.
Detale, które tworzą historię
W tym całym pędzie łatwo zapomnieć o tym, jak misternie wybierałaś kolczyki czy jak idealnie pasuje Twoja wiązanka do jego butonierki. Krótka sesja to idealny moment, żeby fotograf „skradł” te wszystkie drobiazgi. To one, obok Waszych uśmiechów, budują elegancję całego dnia. Ustal z nim wcześniej, na czym Ci zależy – czy to ma być czułe ujęcie Waszych splecionych dłoni z obrączkami, czy może dynamiczny kadr, jak biegacie boso po trawie, bo szpilki dawno wylądowały w kącie.
Wasza mała ucieczka
Potraktuj te kilkanaście minut nie jako obowiązek, ale jako Waszą randkę w środku zamieszania. To może być jedyny moment w ciągu całego dnia, kiedy nikt nie będzie Was pytał o wódkę na stołach albo o to, gdzie usadzić spóźnioną ciocię. Tylko Ty i On. Ta chwila spokoju, wspólny głęboki oddech i świadomość, że właśnie zaczynacie najpiękniejszą przygodę życia, sprawią, że na zdjęciach będziecie wyglądać promiennie. I serio, żaden retusz nie podrobi tego blasku w oku, który pojawia się, gdy zdajecie sobie sprawę: „Kurczę, zrobiliśmy to, jesteśmy małżeństwem!”.
Krótka sesja to dowód na to, że w planowaniu ślubu mniej znaczy więcej. Nie potrzebujesz godzin pozowania, żeby mieć album, który za 20 lat wyciśnie łzy z oczu Twoich dzieci. Wystarczy kilka minut, prawdziwa miłość i kamerzysta/fotograf, który wie, kiedy nacisnąć spust migawki.
